
Kiedy wydarza się coś trudnego, niemal natychmiast pytamy: „Dlaczego?” albo „Za co?”. Szukamy przyczyny, błędu, winnego. Chcemy wierzyć, że świat działa według prostych zasad: dobre decyzje przynoszą dobre życie, a cierpienie musi być skutkiem czyjegoś zaniedbania. Takie myślenie daje nam złudzenie bezpieczeństwa.
Historia niewidomego od urodzenia pokazuje jednak, jak szybko potrzeba wyjaśnienia może odebrać nam współczucie. Uczniowie Jezusa nie pytają, jak pomóc cierpiącemu człowiekowi. Pytają: „Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy rodzice jego, że się ślepym urodził?”
Jezus odpowiada jednoznacznie: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego”.
To zdanie uwalnia człowieka od ciężaru niesłusznego osądu. Pokazuje Boga, który nie wystawia rachunków dzieciom za błędy rodziców i nie posługuje się chorobą jako narzędziem kary.
Gdzie obejrzeć?
Jeżeli nie mogliście być z nami w kościele, zapraszamy do wysłuchania Słowa online.
🔗 [Link do kazania na jedno kliknięcie na YouTube]

🔗 [Link do pełnej transmisji nabożeństwa]
Skrót kazania
Potrzeba znalezienia winnego
Nasz umysł szuka przyczyn i skutków. Dzięki temu łatwiej porządkujemy rzeczywistość i odzyskujemy poczucie kontroli. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten mechanizm przenosimy na ludzkie cierpienie. Zamiast dostrzec człowieka, próbujemy umieścić go w odpowiedniej rubryce: winny, nieostrożny, słaby, niewierzący albo ukarany. Tak właśnie postępują uczniowie. Niewidomy człowiek staje się dla nich nie osobą, lecz zagadnieniem teologicznym.
Religijność bez współczucia
W świecie Jezusa choroba i niepełnosprawność mogły oznaczać nie tylko osobiste cierpienie, lecz także społeczne i religijne wykluczenie. Niektóre środowiska uważały fizyczną niedoskonałość za przeszkodę w uczestniczeniu w świętym zgromadzeniu. Człowiek niewidomy mógł więc żyć z podwójnym ciężarem: własnego ograniczenia oraz przekonania otoczenia, że jego cierpienie świadczy o moralnej winie. Jezus odrzuca ten sposób myślenia. Nie szuka winnego. Dostrzega człowieka niewidzialnego dla innych i przywraca mu godność.
Jezus dokańcza stworzenie
Gest Jezusa może wydawać się dziwny: spluwa na ziemię, miesza ślinę z prochem i nakłada błoto na oczy niewidomego. Ewangelista używa jednak słowa oznaczającego glinę — materiał kojarzony w Biblii z działaniem Boga Stwórcy. Jezus nie tylko leczy. Symbolicznie dokańcza to, co było niepełne. Uzdrowienie staje się znakiem nowego stworzenia.
Syloe — znak widoczny dla wszystkich
Jezus posyła człowieka do sadzawki Syloe, miejsca uczęszczanego przez pielgrzymów zmierzających do świątyni. Uzdrowienie nie dokonuje się więc w ukryciu. Ma zostać zauważone przez społeczność, która wcześniej widziała w niewidomym człowieku grzesznika i kogoś wykluczonego. Ten znak ujawnia inną ślepotę: niezdolność dostrzegania człowieka za jego chorobą, historią i przypisaną mu etykietą.
Obecność zamiast prostych odpowiedzi
Ewangelia nie udziela łatwej odpowiedzi na pytanie, dlaczego cierpią niewinni. Robi jednak coś innego: usuwa z człowieka niszczące przekonanie, że cierpienie jest dowodem odrzucenia przez Boga. W obliczu bólu nie zawsze potrzebujemy wyjaśnień. Częściej potrzebujemy kogoś, kto pozostanie blisko i powie: „Nie wiem, dlaczego to cię spotkało. Ale widzę twój ból. Nie jesteś w tym sam. Przejdziemy przez to razem”.
Pytanie
Czy potrafię spotkać cierpiącego człowieka bez natychmiastowego szukania przyczyny, winy i wyjaśnienia? Czy umiem po prostu pozostać obok — bez gotowej odpowiedzi, lecz z uważnością, empatią i cierpliwością? Może właśnie wtedy najpełniej objawiają się dzieła Boga: nie w perfekcyjnym wyjaśnieniu świata, ale w obecności, która nie opuszcza człowieka.
#kazanie #J9 #ToNieTwojaWina #cierpienie #poczucieWiny #JezusUzdrawia #empatia #luteranizm
